Przejdź do głównej zawartości

Nieśmiertelna klasyka

Moda przychodzi i odchodzi. WOW. Chyba się wzruszyłam głębią swojego przemyślenia. A tak serio to teraz mam wrażenie jest bardziej elastyczna i dla ludzi i to jest duży plus. Można więc zaopatrzyć się w coś lepszej jakości, co posłuży dłużej, coś uniwersalnego.
Są takie modele butów, które funkcjonują w modzie, można rzec, niezmiennie od lat. Fajnie więc decydując się na zakup butów zainwestować w model klasyczny. Ja mam swoje TOP 3* (Top 4 brzmi głupio), które zaprezentuję poniżej.



OK, znowu zaczynam od Adidasa. To zupełny przypadek, ale przeglądając strony nie sposób nie natknąć się na Superstary w różnorodnych stylizacjach. Teraz to już szczególnie, z racji że Pharell ma swoją edycję kolorowych Superstarów, które są mega najlepsze, choć niestety średnio tanie... ale wracając do klasyki. Kwintesencją jest dla mnie biały model z czarnymi paskami. Wygląda świetnie w różnych zestawieniach:


Także do spodni czy sukienki - wygląda to naprawdę fajnie (nie tylko w kombinacji B&W jak powyżej). Trzeba także pamiętać o tym by dbać szczególnie o czubek, bo jak to biała guma - potrafi zżółknąć po dłuższym czasie. Od czego jest jednak internet? Masa tutoriali, które polecam. Dzięki temu nasze buty posłużą nam dłużej niż sezon.

Kolejna propozycja to czarne buty Nike'a - w tym przypadku Nike Internationalist całe czarne z niewielkim akcentem w postaci białej podeszwy. Na zdjęciu miła pani ma na nogach Nike Air Pegasus '83. Mam dokładnie takie same i bardzo je sobie chwalę. Różnica między Internationalist a Air Pegasus '83 akurat w przypadku tej kolorystyki jest niewielka. Mam szczupłą stopę i wydaje mi się, że Internationalisty są ciut szczuplejsze, choćby wizualnie, z przodu. Jedne i drugie superwygodne. Cenowo - mniej więcej ten sam przedział, zależy od sezonu.



Trzecia propozycja, przedostania w moim TOP 3 :-P Długo się zastanawiałam jak z tego wybrnąć, żeby nie zaproponować dwóch podobnych "par" (bo propozycje będą cztery jak wspomniałam).
Tak więc teraz wjeżdża New Balance w kolorze granatowym, tzn. przepraszam - navy. Tak brzmi bardziej profesjonalnie ;-)
Nie ma chyba dla mnie zbyt dużego znaczenia czy to model 373, 410, 576 czy 996... Wszystkie te granatowe buty wyglądają super.


Na koniec znane i lubiane.... Conversy. Ciężko się nie zgodzić, że to super klasyczny trampek!

 


Jeśli chodzi o dostępność - na szczęście można je dostać w wielu sklepach stacjonarnych i online, a jak się dobrze pokombinuje to można trafić jakąś miłą promocję i zaoszczędzić parę PLN.
Pomijając wszystko to na te wszystkie buty naprawdę miło się patrzy. Na razie w szafie mam jeden z czterech modeli "Klasyków", bo przy wiosennych porządkach moje Conversy zaliczyły niestety śmietnik. Po tylu latach, wyjazdach, kilometrach i przygodach powiedziały, że mają już serdecznie dość. Aaaale nic w przyrodzie nie ginie... ;-)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Blogerka Waszych marzeń

Tak, tak, wiem. Fanfary. Jestem blogerką idealną. Tak dużo piszę, że nie idzie wytrzymać, napływ treści jest tak wielki niczym przepływ wody w wodospadzie Niagara. Jestem tak systematyczna, że gdyby istniała miara systematyczności to w Sèvres ja byłabym wzorcem. Niemniej jednak lepiej pisać mniej, ale dobrze. Wiecie, jakość nie ilość. To jak będzie? Wytłumaczyłam się należycie? Wybaczycie?

Środa - dzień loda.

Żartowałam! Nie ma żadnych lodów w środę, jest tylko trening!!! :-D Wracając do przytoczonego przeze mnie w poprzednim poście   "New Year, New Me"  (Bullsh*t :P) postanowiłam naskrobać słów kilka o obuwiu przeznaczonym do treningu. Z racji, że jest początek roku, styczeń i wiele naiwnych osób stwierdziło, że od teraz to już na zawsze wszystko się zmieni i wykupiło karnety na siłownię i roczny zapas odżywki białkowej aby spalić swoje wiszące zbędności, to ja pragnę powiedzieć, że z całego mojego serduszka kibicuję żeby choć część wytrwała dłużej niż do marca.

Moje pierwsze buty sportowe.

OK, nie takie pierwsze w życiu, ale takie od których to wszystko się zaczęło. Jakiś już czas temu (mniej więcej w okresie początków popularności życia fit) wpadłam na genialny pomysł, że trzeba wziąć się za siebie (wow, wiem - niebywałe, niewiele kobiet tak ma). Spacerując z Mamą po Lidlu trafiłam na promocję - fajne buty do biegania i to w przystępnej cenie. Wzięłam i oto te Nike Revolution zrobiły prawdziwą rewolucję w moim w miarę poukładanym dotąd życiu.