Przejdź do głównej zawartości

I have a bad feeling about this...

OK, stało się i weszłam na niemiecką stronę Adidasa.
Po pierwsze oniemiałam z zachwytu, a potem od razu zezłościłam się, bo nie trzeba być wybitnie spostrzegawczym by zauważyć drobną różnicę, że na stronie naszej w języku ojczystym jeszcze niewiele jest...
OK OK OK, ale do rzeczy - S T A R  W A R S!! Normalnie moja ukochana space opera na ukochanych sneakersach. Czy może być lepiej?

Oczywiście, pierwsza myśl....





Absolutnie kocham Gwiezdne Wojny. To klasyka klasyki, choć jestem w stanie zrozumieć, że komuś mogą się nie podobać. (Tak naprawdę to nie, nie jestem...)
Złote Superstary z wizerunkiem C-3PO na języku? Cuuuudo! A w obecnym szale metalicznych barw? Strzał w 10!

Cena jest wysoka, ale jak tu nie kochać takich butów:

sneakerfreaker.de

sneakerfreaker.de

sneakerfreaker.de


sneakerfreaker.de


i takich?!
sneakerfreaker.de

Standardowo......

U nas w ofercie jest dużo skromniej, choć można sobie skonfigurować własne Fluxy... Popatrzeć i pomarzyć można... lub zamówić z Niemiec! Więcej o edycji Adidas x Star Wars można poczytać w artykule SneakerFreaker - choć artykuł po niemiecku, to jak ktoś nie zna to zostają obrazki ;-) Chętnych odsyłam na niemiecką stronę Adidasa do zakładki #miadidas.

Tymczasem do premiery już coraz bliżej...a w oczekiwaniu:





May the Force be with you.
;-) 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Blogerka Waszych marzeń

Tak, tak, wiem. Fanfary. Jestem blogerką idealną. Tak dużo piszę, że nie idzie wytrzymać, napływ treści jest tak wielki niczym przepływ wody w wodospadzie Niagara. Jestem tak systematyczna, że gdyby istniała miara systematyczności to w Sèvres ja byłabym wzorcem. Niemniej jednak lepiej pisać mniej, ale dobrze. Wiecie, jakość nie ilość. To jak będzie? Wytłumaczyłam się należycie? Wybaczycie?

Środa - dzień loda.

Żartowałam! Nie ma żadnych lodów w środę, jest tylko trening!!! :-D Wracając do przytoczonego przeze mnie w poprzednim poście   "New Year, New Me"  (Bullsh*t :P) postanowiłam naskrobać słów kilka o obuwiu przeznaczonym do treningu. Z racji, że jest początek roku, styczeń i wiele naiwnych osób stwierdziło, że od teraz to już na zawsze wszystko się zmieni i wykupiło karnety na siłownię i roczny zapas odżywki białkowej aby spalić swoje wiszące zbędności, to ja pragnę powiedzieć, że z całego mojego serduszka kibicuję żeby choć część wytrwała dłużej niż do marca.

Moje pierwsze buty sportowe.

OK, nie takie pierwsze w życiu, ale takie od których to wszystko się zaczęło. Jakiś już czas temu (mniej więcej w okresie początków popularności życia fit) wpadłam na genialny pomysł, że trzeba wziąć się za siebie (wow, wiem - niebywałe, niewiele kobiet tak ma). Spacerując z Mamą po Lidlu trafiłam na promocję - fajne buty do biegania i to w przystępnej cenie. Wzięłam i oto te Nike Revolution zrobiły prawdziwą rewolucję w moim w miarę poukładanym dotąd życiu.